piątek, 20 września 2019

O Lirze, który szuka przez ciemność drogi do domu

Schronisko dopiero co opuścił Med, którego widok łamał nam wszystkim serca na drobne kawałeczki. Gdy jesteś opiekunem mocno starszego psa, nieporadnego i zdanego na swojego człowieka, wymagającego stałej opieki i leczenia, patrzenie na innego porzuconego, niewidomego psiego staruszka, który myli boksy w schronisku i bardzo lgnie do ludzi, boli szczególnie mocno.

Med miał jednak wielkie szczęście. Nie został porzucony, a zaginął. Poszukiwała go jego opiekunka, choć powoli przestawała wierzyć, że odnajdzie go żywego. Odłowione zagubione czy bezdomne psy podróżują do schronisk często bardzo odległych od miejsca, gdzie się błąkały. Wiele osób nie wie, jak szukać swoich podopiecznych. Opiekunka Meda przypadkiem dostrzegła go na udostępnionym przez miejscową wolontariuszkę zdjęciu na facebooku. I tak pies, co do którego mieliśmy obawy, że zostanie w schronisku do końca swoich dni, odzyskał dom, swoją panią, psiego kumpla i dawne życie.

Jego miejsce w zasadzie natychmiast zajął kolejny pies – Lir. Przyjechaliśmy zrobić mu sesję zdjęciową z nadzieją, że może jakimś cudem, tak jak w przypadku Meda, po udostępnieniu zdjęć w internecie, odnajdzie się jego dom. Niewidomy, osłabiony, mocny wychudzony, dziwnie poruszający się pies na pierwszy rzut oka wyglądał na staruszka. Okazało się jednak, że jest młody, ma ok. 4 lat.




Najgorsze miejsce dla niewidomego psa

Początkowo zrobienie Lirowi choć jednego sensownego zdjęcia graniczyło z cudem. Nakręcony mocno na zapach jedzenia, wciąż wygłodniały, poruszający się zbyt szybko i chaotycznie, zestresowany szczekaniem psów, których nie widzi, nie znający swojego otoczenia, starał się chodzić, przywierając do ścian boksów. Tym samym denerwował inne psy, ale też sam się czuł przez nie zagrożony. Oddalając się od jakiegokolwiek oparcia, jak ściana, kraty boksu, zaczynał chodzić jak pająk, zniżając mocno swoją postawę.

Schronisko, nawet najlepsze, jest miejscem trudnym dla każdego psa. Dla niewidomego – piekielnie trudnym. Taki pies słyszy szczekanie, skomlenie psów, kroki, otwierające się i zamykające się drzwi, czuje zapach wielu obcych ludzi i zwierząt, w tym zapewne ich stresu, docierają do niego dźwięki z ulicy, ale nie widzi swojego otoczenia. Nie jest w stanie też zobaczyć sygnałów, jakie wysyłają mu inne psy, a jednocześnie zainteresowany zapachem czy dźwiękiem zmierza frontalnie w ich stronę, czym mocno je stresuje.

Starsze niewidome zwierzęta, z dużym doświadczeniem w relacjach społecznych, o niskim poziomie frustracji, najczęściej potrafią sobie radzić, unikać konfliktów. Tak było w przypadku Meda. Sytuacja wygląda inaczej, jeśli chodzi o młode psy, jak Lir – tu bywa, że dochodzi do nieporozumień.

Szybki i nieco chaotyczny ruch Lira początkowo stresował również nas, tym bardziej, że był to dla nas zupełnie obcy pies. Okazało się jednak, że pozwolił sobie założyć obrożę i smycz, a możliwość prowadzenia go, ułatwiła mu poruszanie się i nieco się uspokoił.




Znaleźć światełko w mroku

Przy psie niewidomym zawsze należy zachować ostrożność, gdy dochodzi do interakcji pomiędzy nim a innym psem. Druga sprawa to podawanie mu jedzenia z ręki. Nos działa niezwykle sprawnie, rekompensuje brak widzenia. W związku z tym jedzenie wyczuwa natychmiast. Niestety już nie widzi, gdzie kończy się jedzenie, a zaczyna dłoń czy np. opakowanie.  Staje się to problemem szczególnie, gdy chodzi o psa mocno wygłodzonego. Dlatego początkowo zrezygnowałam z nagradzania czy naprowadzania jedzeniem, a dopiero przy wprowadzaniu do boksu, żeby ułatwić sobie zadanie, użyłam miski z jedzeniem.

A Lir był wygłodzony. Duży, niewidomy pies ma małe szanse na zdobycie pożywienia i ogólnie przetrwanie na własną łapę.


Psy niewidome stresuje też nagły, niespodziewany dotyk. Mając takie psy u siebie, nauczyłam się jak się poruszać, jak z nimi komunikować, jak je wspierać, aby czuły się komfortowo.

Obecnie Lir coraz bardziej się uspokaja, coraz mniej się boi. Cieszy się, gdy wchodzi się do niego do boksu, ale nie jest nachalny. Po wyjściu z boksu bardzo chce wszystko dokładnie obwąchać, dużo znaczy. Prowadzenie go staje się coraz łatwiejsze, choć gdy smycz się napnie, ciągle jeszcze przywiera do ziemi. Wciąż jest mocno rozkojarzony i zestresowany. Ale to dopiero początek.



Udało nam się zrobić Lirowi sesję zdjęciową, pojawiły się ogłoszenia z nim w roli głównej. Niestety nikt nie odpowiedział, jak to było w przypadku Meda. Zupełna cisza. Obawiam się, że w tym przypadku mamy do czynienia z porzuceniem psa, być może z powodu jego niepełnosprawności. Przy czym brak poszukiwania zaginionego psa traktuję również jako porzucenie.

Psy z niesprawnymi zmysłami są narażone na zaginięcie i na wszelkie niebezpieczeństwa z tym związane dużo bardziej od innych. Naszym obowiązkiem jest je przed tym chronić. Czasami jednak zdarzają się wypadki, których nie sposób przewidzieć, a pies znika nam z oczu. Wtedy musimy zrobić wszystko, aby go odnaleźć. Na tym między innymi polega opieka nad psem.



Dom idealny

W jakie warunki powinien trafić Lir? Na pewno dom z ogrodem. Wolałabym mu zaoszczędzić takich rzeczy, jak wielka ilość bodźców, które spadłyby na niego w warunkach miejskich, nagłe, przypadkowe spotkania z psami, mocno ograniczona przestrzeń.

Lir nie widzi, więc chciałabym, aby miał możliwość węszenia wedle potrzeby – idealne byłyby spacery na długiej smyczy i lince na większej przestrzeni, w spokojnym miejscu.

Nie znamy jeszcze jego reakcji na koty. Póki co nie umieściłabym go w domu z innym psem, mimo że reaguje na nie coraz spokojniej. W tym wypadku ważne jest też to, czy inny pies jest w stanie znieść obecność Lira, który może na niego wpaść, czasami porusza się nieco chaotycznie, może nie respektować jego sygnałów. Lir na razie bada otoczenie, być może za jakiś czas okaże się, że przy psach zaczyna sobie radzić coraz lepiej.



Jeśli chcesz zaopiekować się Lirem, napisz do mnie lub zadzwoń do schroniska – tel. 534 667 299.