niedziela, 13 października 2019

„Pani, ze złota ten pies czy co?” - czyli o procedurach w adopcjach zwierząt

Temat nieudanych adopcji psów poruszyłam już w artykule "Dlaczego kochamy, a potem oddajemy". Pisałam o tym, czym się kierujemy, gdy decydujemy się na posiadanie psa, ale też o powodach rezygnacji z dalszej opieki nad nim.

Zakładając jednak, że nadszedł ten właściwy czas, kiedy czujemy się przygotowani do posiadania zwierzęcia, nie przerażają nas wydatki z tym związane, jesteśmy pewni swojej decyzji i przekonani, że potknięcia i niespodzianki nie rozłożą nas na łopatki, a jednocześnie planujemy dać dom porzuconemu stworzeniu, niezależnie od tego, czy będzie pochodziło ze schroniska czy organizacji prozwierzęcej, czeka nas przejście przez procedurę z tym związaną.


poniedziałek, 23 września 2019

O najtrudniejszych przypadkach

Dość często słyszę jedno pytanie – jakie sytuacje w pracy z psem są dla mnie najtrudniejsze. Teraz znam odpowiedź – takie, jak przypadek Kamy.


Gdy dotyk boli
W mojej pracy spotykam wiele psów, które unikają dotyku i boją się ludzi. Nie mam tu na myśli półdzikich, zdziczałych, ale tych, które zostały przez człowieka zaniedbane i skrzywdzone. Takich, które chcą być blisko człowieka, ale przestały mu ufać. To, że jest ich tak dużo, świadczy tylko o nas, ludziach. Praca z nimi zwykle przebiega w podobny sposób, choć jej czas bywa bardzo różny. Małymi kroczkami zmierzamy w kierunku wzajemnego zaufania i wzmacniania pewności siebie, odzyskiwania przez psa poczucia kontroli.

Zawsze jest trudniej, gdy pies przebywa w schronisku, gdy musi się codziennie mierzyć z dużą ilością bodźców, kręcącymi się wokół ludźmi, nowymi psami. To najczęściej wydłuża czas pracy. Cieszą każde drobne postępy w zachowaniu psa, większy spokój, każdy skok na trudniejszy poziom pracy. Wzrusza zaufanie, jakim w końcu zwierzę zaczyna obdarzać ludzi w swoim otoczeniu. W końcu przychodzą marzenia o cudownym domu, w którym poczuje się dobrze i bezpiecznie, gdzie już nikt więcej go nie skrzywdzi. Nadchodzą ostatnie treningi z chodzenia na smyczy i plany sesji zdjęciowej do ogłoszeń... I wtedy wszystko się kończy.


piątek, 20 września 2019

O Lirze, który szuka przez ciemność drogi do domu

Schronisko dopiero co opuścił Med, którego widok łamał nam wszystkim serca na drobne kawałeczki. Gdy jesteś opiekunem mocno starszego psa, nieporadnego i zdanego na swojego człowieka, wymagającego stałej opieki i leczenia, patrzenie na innego porzuconego, niewidomego psiego staruszka, który myli boksy w schronisku i bardzo lgnie do ludzi, boli szczególnie mocno.

Med miał jednak wielkie szczęście. Nie został porzucony, a zaginął. Poszukiwała go jego opiekunka, choć powoli przestawała wierzyć, że odnajdzie go żywego. Odłowione zagubione czy bezdomne psy podróżują do schronisk często bardzo odległych od miejsca, gdzie się błąkały. Wiele osób nie wie, jak szukać swoich podopiecznych. Opiekunka Meda przypadkiem dostrzegła go na udostępnionym przez miejscową wolontariuszkę zdjęciu na facebooku. I tak pies, co do którego mieliśmy obawy, że zostanie w schronisku do końca swoich dni, odzyskał dom, swoją panią, psiego kumpla i dawne życie.

Jego miejsce w zasadzie natychmiast zajął kolejny pies – Lir. Przyjechaliśmy zrobić mu sesję zdjęciową z nadzieją, że może jakimś cudem, tak jak w przypadku Meda, po udostępnieniu zdjęć w internecie, odnajdzie się jego dom. Niewidomy, osłabiony, mocny wychudzony, dziwnie poruszający się pies na pierwszy rzut oka wyglądał na staruszka. Okazało się jednak, że jest młody, ma ok. 4 lat.


czwartek, 19 września 2019

O "moich" psach

Odważne i lękliwe, dynamiczne i spokojne, proludzkie i zdystansowane, małe i wielkie, o dużych umiejętnościach społecznych lub wdrażające się, krótkowłose i kosmate, półdzikie lub po urazach, skrzywdzone, porzucone – tutaj przeczytacie ich historie, prześledzicie ich postępy, odwiedzicie w nowych domach. Ci z Was, którzy chcą wiedzieć o danym psie do adopcji wszystko, być może znajdą tu swojego przyszłego podopiecznego. To nie są dla mnie psy anonimowe. Los każdego z nich leży mi na sercu.



Łajka, Tasza, Korgiś, Dany (ten szczęściarz już w nowym domu).


Od dziś ruszam z wpisami o psach, z którymi pracuję, którym szukam domu, które są podopiecznymi Fundacji Kastor, schroniska w Nowinach lub znajdują się w zaprzyjaźnionych domach tymczasowych. Od czasu do czasu dodam też wspominkowo historię pracy z psim celebrytą lub zwierzęciem dla mnie ważnym z jakiegoś powodu.

O głaskaniu piesków, czyli c.d. tematu etyki w kynoedukacji

8 września miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu, celem którego jest stworzenie w przyszłości kodeksu kynoedukacji. Moim zdaniem jest to bardzo ważna inicjatywa, biorąc pod uwagę, w jak różny sposób pojmowane jest przedstawianie wiedzy o psach dzieciom w przeróżnych placówkach, jak różne przyjmuje się podczas takich zajęć priorytety, jak bardzo rozbieżne jest podejście do tego, jak wygląda bezpieczna dla dziecka i komfortowa dla psa interakcja. Więcej na ten temat napisałam w artykule o etyce w kynoedukacji i animaloterapii. Wspomniałam tam między innymi o zjawisku, które polega na podchodzeniu psa do zgromadzonych naprzeciw czy wokół niego dzieci, niekoniecznie dlatego, że lubi głaskanie i przytulanie.


Dlaczego kochamy, a potem oddajemy

Myśl o napisaniu serii artykułów o adopcji dojrzewała w mojej głowie dość długo. Sama idea adopcji wydaje się prosta – zauważam w schronisku psa, który mnie ujmuje, zabieram go ze sobą do domu, otaczam opieką i zapewniam sielankowe życie do końca jego dni. Dzięki mnie psiak zapomni o przykrej przeszłości. Na koncie mam dobry uczynek, u boku wiernego przyjaciela, a na facebooku pod słodkim zdjęciem ze zwierzaczkiem serię lajków i pochwał. ;) Tylko jeśli sprawa byłaby taka prosta, skąd w takim razie tak duża liczba psów oddawanych z adopcji?

Wesna - dokładnie taka miała być. :)

wtorek, 17 września 2019

O tym, jak wybrać odpowiedzialnie hodowlę psów rasowych

Żyjemy w czasach, gdy liczba bezdomnych psów rośnie, schroniska są przepełnione. Jednocześnie wiemy, że wiele z tych zwierząt nigdy nie doczeka się własnego domu, pozostaną w schroniskach do końca swoich dni. Bardzo przykrą koniecznością stało się usypianie ślepych miotów, w innym wypadku sytuacja byłaby nie do opanowania. To jeden z powodów, dlaczego zawsze będę w pierwszym rzędzie polecać adopcję, zamiast kupowania zwierzęcia. Tym bardziej, że miłośnicy rasowców bez problemu znajdą, czekającego na adopcję, psa w typie rasy lub psa rasowego (choć wydaje się to nieprawdopodobne, psy rodowodowe obecnie również trafiają do schronisk czy pod opiekę fundacji).


Czy oby na pewno rasowy?

Co jednak, gdy ktoś, z różnych przyczyn, postanowił kupić szczenię z hodowli? Najpierw powinien wiedzieć, co oznacza pojęcie „pies rasowy”. Takie zwierzę musi mieć udokumentowane pochodzenie w rzetelnej organizacji. Oznacza to, że można sprawdzić jego przodków wiele pokoleń wstecz (poza psami ras polskich z wpisem w tzw. Księdze Wstępnej). Przodkowie ci, zanim zostali dopuszczeni do hodowli, przeszli wystawy psów, otrzymując odpowiednio wysokie oceny, przegląd hodowlany, niezbędne badania i testy. Pies na oko w typie rasy, łudząco podobny do danej rasy, nie jest psem rasowym.